Hello !
Westerplatte.org
08 Wrzesień 2010 | 10:39:05
   Strona główna   Pomoc Szukaj Kalendarz Zaloguj się Rejestracja  

Strony: [1]
  Drukuj  
Autor Wątek: Wielki Błękit nr 6 - wrzesień/październik 2008 - "Ekspedycja 'Sophie X'  (Przeczytany 2068 razy)
wachmistrz
Global Moderator
kadra zawodowa
*****
wiadomości: 485
« : 08 Grudzień 2008 | 23:15:34 »

Artykuł Piotra Szalaty,kierownika Ekspedycji 'Sophie X' zamieszczony w "Wielkim Błękicie"-Najlepszym Magazynie o Nurkowaniu' nr 6 - wrzesień/październik 2008 z moimi małymi skrótami:

Sophie znaczy Zofia

Pełnym sukcesem w pierwszym tygodniu września zakończyła się pierwsza polska ekspedycja badawcza na zatopiony na wodach terytorialnych Estonii wrak pancernika Schleswig-Holstein. Po czterech latach planów i przygotowań w końcu doszła do skutku wyprawa mająca na celu sfilmowanie pozostałości po okręcie.

Pancernik Schleswig-Holstein, obok krążownika Aurora, jak chyba żaden inny okręt, stał się wyrazistym symbolem zwiastującym dramatyczny zakręt historii. Być może właśnie podobieństwo do Aurory zaważyło na losie okrętu, który ostatecznie nie został wcielony na stałe do Marynarki Wojennej ZSRR.
Historia okrętu zaczęła się w stoczni Kruppa w 1906r. Ustalenia pokojowe po I wojnie światowej pozostawiły okręt Schleswig-Holstein we władaniu Marynarki Wojennej Niemiec.
Przed wybuchem II wojny światowej (dokładnie do 1936 roku) pancernik używany był jako okręt szkolny. Nie stacjonował tylko w niemieckich bazach morskich, ale np. opływał kontynent afrykański i południowoamerykański, kursując wzdłuż egzotycznych brzegów. Jest to doskonale udokumentowane w jednym z wielu albumów pozyskanych przez Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznej WST Westerplatte. Na fotografiach można zobaczyć codzienne życie marynarzy na okręcie, ich służbę oraz czas odpoczynku.
Kolejnym zwrotem w dziejach okrętu Schleswig-Holstein była misja, zakończona przypłynięciem 25 sierpnia 1939 r. do Gdańska. Celem oficjalnym wizyty było uczczenie marynarzy krążownika Magdeburg, który został zatopiony przez Rosjan w 1914 r. (nota bene pomnik marynarzy stoi po dziś dzień na gdańskim cmentarzu). Los chciał by okręt, który rozpoczął II w.ś. salwami artylerii okrętowej w kierunku terenu Westerplatte ostatecznie zaległ na kamienistej mieliźnie Neugrund niedaleko właśnie Magdeburga w okolicach estońskiej wyspy Osmussar (gdzie znajduje się drugi pomnik marynarzy z Magdeburga). Podczas zbierania kolejnych informacji związanych z pancernikiem Schleswig-Holstein Estończycy poinformowali nas, że wrak krążownika został całkowicie zezłomowany.

Podczas długich przygotowań wielokrotnie aktualizowaliśmy naszą bazę danych odnośnie technicznych parametrów Schleswig-Holsteina. Bezcennymi okazały się materiały estońskich specjalistów oraz relacje świadków postępującego niszczenia okrętu, który stał się celem dla ćwiczeń sił morskich i powietrznych.
Skład załogi planowanej ekspedycji ulegał zmianie. Ostatecznie do Estonii wyruszyły cztery osoby: Piotr Szalaty – kierownik ekspedycji, członek BCN „Explorer”, Mariusz Wójtowicz-Podhorski – organizator, Artur Bruski – doświadczony nurek, szef Centrum Nurkowego „Neptun” z Bydgoszczy oraz Kazimierz Szulist – nurek i lekarz. Wielką zasługę przy organizacji wyprawy miało Bałtyckie Centrum Nurkowe „Explorer” z Gdyni, które znane jest z pomocy instytucjom państwowym oraz działalności charytatywnej.
Pozwoleniami i wypożyczeniem szybkiej łodzi motorowej, która miała nas zawieźć w miejsce zalegania wraku, zajęli się nasi przyjaciele związani z National Heritage Board of Estonia (Urząd Dziedzictwa Narodowego Estonii) w osobie Ivara Treffnera oraz Yllara Gustavsona.
Okazało się, że dzięki naszej wspólnej branży związanej z nurkowaniem zawodowym, byliśmy w stanie dogadać się jeszcze lepiej.
Ekspedycja przyjęła nazwę „Sophie X”, co oznaczało „Zofia X” (nazwa zaczerpnięta z kodu radiowego, jakim posługiwał się Schleswig-Holstein). Z racji wpisania wraku na listę dziedzictwa narodowego Estonii, wymagana była pisemna zgoda, która dzięki naszym estońskim partnerom okazała się formalnością.
Na początku 2008 roku poinformowaliśmy stronę estońską o naszym planowanym przybyciu. Wiosną wrak został oznaczony boją. Dokonał tego Urząd Dziedzictwa Narodowego we współpracy z Urzędem Morskim Estonii. Potwierdzono nam, iż wrak był wielokrotnie zwiedzany przez nurków, zatem niewykluczona jest możliwość zorganizowania nurkowania na wraku przez centra nurkowe po uprzednim otrzymaniu pozwolenia i zaakceptowaniu sposobu zachowania jak na obiekcie muzealnym.
 Ze względów zatem oczywistych wyprawa miała tylko i wyłącznie charakter badawczy a nie odkrywczy. Nie chcieliśmy wpisywać się w propagowany w środowisku nurków model odnajdywania dobrze już znanych wraków.
Ze względu na sierpniowe sztormy, które dotyczyły interesującego nas miejsca, wyprawa została kolejny raz przeniesiona. Tym razem szczęśliwie po raz ostatni.

Ekspedycja odbyła się niemal tuż po setnej rocznicy wcielenia okrętu do służby.
Wypłynęliśmy z małego estońskiego portu kilkanaście mil od punktu docelowego. Szybka łódź motorowa, rozwijająca prędkość ponad 30 węzłów, w ciągu niecałej godziny przeniosła nas w upragnione miejsce. Duża żółta boja widoczna była już z daleka.
Pod wodą na naszą prośbę towarzyszyli nam wspomniani dwaj nurkowie estońscy. Po wstępnym rekonesansie, przystąpiliśmy do wykonywania fotografii oraz zapisu wideo.
W trakcie kolejnych nurkowań zgromadziliśmy bogaty materiał, który posłużyć miał identyfikacji szczątków wraku. Z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, iż gdyby nie materiał historyczny ze źródeł estońskich i polskich (oraz wspomniane zeznania uczestników ćwiczebnego ostrzeliwania pancernika) to nigdy nie byłoby możliwe zidentyfikowanie wraku. Jego pozycja znana była od ponad czterdziestu lat i dzięki zachowanym fotografiom znane były kolejne rozmiary zniszczeń, aż do całkowitego zniknięcia okrętu pod wodą (dla uzmysłowienia ogromu zniszczeń wystarczy podać iż sam maszt miał ponad 40 metrów wysokości).
I tu zaczynała się rola naszej ekspedycji, która miała zbadać jak wiele (a raczej niewiele) pozostało z tego prawie stutrzydziestometrowego „Żelazka”, jak zdrobniale nazywali go marynarze służący na nim w czasie wojny.
Widok, który nam się ukazał, był bezładnym złomowiskiem: miejscami dało się odróżnić co bardziej charakterystyczne elementy jak np. kotły, silnik, kawały burt, stanowiska artyleryjskie, koła zębate o średnicy dwóch metrów, pokłady, kablowiska, mosiężne rury i zawory. Wszystko to otulone było stalą, pogiętą od eksplozji bomb lotniczych, pocisków i torped lub niszczoną przez firmy wydobywające złom (wydobyto kilka tysięcy ton stali wysokiej jakości!). Bardzo mała głębokość, tj. prawie cały czas 8-10 metrów niewątpliwie wpływała na dobrą widoczność. Materiał dokumentujący wykonaliśmy w  niewielkich odstępach czasu, ale różni się on między sobą zasięgiem widzenia, gdyż jest robiony krótko przed sztormem i kilka dni po nim.
Wokół wraku widocznych jest wiele elementów, które mogłyby posłużyć za ewentualną ekspozycję, jak np. telegraf maszynowy lub obramowania bulajów.
Łatwe do zidentyfikowania są także duże płaty stali, na których istnieją połączenia nitowe, choć nietrudno się domyślić, że umiejscowienie tych elementów na okręcie było bardzo ciężkie.
Podsumowując rezultaty naszej wyprawy: zrealizowaliśmy jej podstawowy  cel, tj. ocenę stanu, w jakim znajduje się wrak. Zdaniem autora tego tekstu, nonsensem byłoby finansowanie z pieniędzy publicznych wydobywania nie tyle wraku, co nawet jego stalowych szczątków. Złomowisko, które miałem możliwość obejrzeć, nie ma żadnej wartości turystycznej i estetycznej.  Jest wyłącznie historyczną pamiątka i taką będzie aż do  ostatecznej degradacji.
 
Piotr Szalaty
Kierownik Ekspedycji „Sophie X”

W trakcie kończonych przygotowań do wyprawy ‘Sophie X’ dostaliśmy informację o planowaniu wycieczki odkrywczej przez Magazyn Nurkowanie. Warto dodać iż wśród wielu listów, które wysłaliśmy do instytucji z prośbą o patronat zwróciliśmy się także m.in. do Magazynu Nurkowanie. W dniu w którym schodziliśmy na Schleswig-Holsteina w Polsce ukazały się artykuły o planach wspomnianego czasopisma (w ten sam dzień otrzymali również pozwolenie). Z niesmakiem odnotowaliśmy infantylne i żałosne  insynuacje Aleksandra Ostasza jakoby nasza wyprawa w którymkolwiek momencie ominęła prawo.

Zapisane

wachmistrz
Global Moderator
kadra zawodowa
*****
wiadomości: 485
« Odpowiedz #1 : 09 Grudzień 2008 | 19:23:14 »

Suplement do reportażu "Sophie znaczy Zofia" autorstwa Piotra Szalaty, opublikowany w "Wielkim Błękicie" nr 7 - listopad/grudzień 2008:

Magazyn „Markowanie”

Z pewnym zażenowaniem przeczytałem tekst w październikowym numerze Magazynu „Nurkowanie” (jak można przeczytać na stronach TVP, która patronowała gazecie -  „jedynej polskiej gazety o nurkowaniu”) o wyprawie na wrak pancernika „Schleswig-Holstein”. Jest to kolejny przykład wykreowania przeciętnej działalności do rangi wyczynu klasy światowej. I jeśli pewne fakty ujść mogą przy tanim podrywie w barze, to jednak od rzetelnej gazety wymagać należy czegoś więcej.

Kiedy wyruszaliśmy do Estonii na wrak pancernika Schleswig-Holstein skoncentrowani byliśmy tylko na jednej rzeczy. Zrobić materiał, który wykorzystamy przy naszych publikacjach związanych z działalnością Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej WST Westerplatte. Nie trzeba było wielkich przemów, idei czy motywacji. Podobnie jak przy ściąganiu sprzętu wojskowego z Finlandii, w tym przedwojennej armaty „Putiłówki”, działek „Bofors”, czy też zdobyciu oryginalnej porcelany z Kasyna Oficerskiego na Westerplatte, o skromnym sukcesie zamierzaliśmy poinformować post factum wedle sprawdzonych wzorców i racjonalności działania. O próbach oczywiście informowani byli znajomi, którzy dawali merytoryczną pomoc. Ponieważ Stowarzyszenie posiada w swoich kręgach osoby o liberalnych przekonaniach staraliśmy się sfinansować całe przedsięwzięcie za własne pieniądze, a patronaty miały być tylko honorowe. Oczywiście jawiły się na horyzoncie „zapewnienia” pomocy ze strony Kancelarii Premiera, ale na tychże się skończyło wedle zasady, „że jak polityk mówi, że da to mówi.” Zorganizowanie tego wszystkiego przebiegało w ciszy i nigdy nie miało aspiracji do ogromnego show. Nie chcąc tworzyć popularnego dziś fajansu odmówiliśmy dwóm największym stacjom komercyjnym wysłania z nami ekip telewizji satelitarnej.
Inaczej jak już dziś wiemy przedstawia się niezrozumiałe dla mnie i dla większości środowiska rozdmuchanie sprawy „poszukiwania” wraku pancernika. Sprawa nabrała tak karykaturalnego rozmiaru, że grzechem byłoby nie opisać zjawiska.
Rozumiem, że w tym kraju można zrobić wiele pod płaszczykiem walki z faszyzmem (vide nieświętej pamięci Simon Mol, który to z pełną pasją edukował studentki, zostawiając je z dużym problemem na najbliższe kilka lat) bo to nadal temat chodliwy, ale czy nie ociera się o groteskę dmuchanie bańki poszukiwania wraku w imię słusznej idei „żeby ten koszmar wojny nigdy się nie powtórzył”. Kapitan Stopiński, jeden z ostatnich żyjących Westerplatczyków widząc na ekranie laptopa film z wyprawy „Sophie X” na pancernik skomentował to krótko – „I dobrze, taki jego los”. I tak należało to podsumować, ale nie robić z tego misji ideologicznej.
To był oczywiście główny filar historii, która dalej jak kula śnieżna zaczęła nabierać kolejne warstwy budujące zdumienie u ludzi związanych z naszą wyprawą. Na wieść o tym, że wyprawa kosztować będzie kilkadziesiąt razy więcej niż nasza zaczęliśmy się ironicznie zastanawiać czy przypadkiem nie „dodać” wirtualnych kosztów dla podniesienia „rangi”.
Nie obchodzi mnie sposób finansowania czyichś przedsięwzięć i mam świadomość, że są w tym kraju ludzie, którzy (także anonimowo) oferują ogromne kwoty na prowadzenie pożytecznej działalności. Obchodzić powinno instytucje utrzymujące się z państwowych pieniędzy, które nie mają chyba pełnej świadomości w tych sprawach. Ciekawe jak ilość patronatów przekłada się na pomoc finansową dla wyprawy, która ani nie była poszukiwawcza, ani pierwsza. Co miała udowodnić? Jak zrozumiałem z konferencji prasowej Magazynu Nurkowanie, motywem dla wypłynięcia (z pompą!) statkiem na miejsce zalegania wraku było „prześledzenie jego ostatniej drogi”. Pozostaje cieszyć się, że członkowie Nitroxa wczuwając się w realia historyczne i płynięcie w ostatni rejs pancernika nie mieli na tyle determinacji by w 100% wypełnić owe realia. Jak wiemy Nitrox wrócił do portu na Helu bezpiecznie.
Przeogromnym zdumieniem przywitała nas informacja o wpisaniu na listę dziękczynną Magazynu „Nurkowanie” pracownika Urzędu Dziedzictwa Narodowego Estonii Ivara Treffnera, członka wyprawy „Sophie X”. Nie muszę dodawać, że jeszcze większe zdumienie okazał sam Ivar, który kategorycznie zaprzeczył, że ma z wyprawą Pana Ostasza cokolwiek wspólnego. Pytanie nasuwa się tylko jedno – czemu ma to służyć?
No ale skoro przeszedł jakże znamienny patronat Skansenu Rzeki Pilicy (?) to czemu nie powołać się na osoby, które nie miały z działalnością Magazynu „Nurkowania” nic wspólnego? Tu nasuwają się słowa piosenki przedszkolnej „mało nas, mało nas do pieczenia chleba”.
Co do samej kampanii medialnej informującej o poszukiwaniu nie zgubionego wraku powiedziano już wystarczająco dużo, choć śledząc doniesienia prasowe ewoluuje nam obraz charakteru wyprawy poszukiwawczej w kierunku badawczej. Warto piętnować takie dezinformowanie i puszenie, bo ośmieszają ludzi i instytucje, które naprawdę zajmują się tym zawodowo i być może spłycają podejście do poważnych przedsięwzięć na przyszłość.
Na samej konferencji prasowej Magazynu "Nurkowanie" po ich wyprawie, faktów odnośnie samego Schleswig-Holsteina było niewiele. Do wysokiej jakości ślicznych fotografii publiczność uraczona została komentarzem o niewiarygodnych prądach morskich nad wrakiem pancernika (?!) i nadludzkim wysiłku w pokonywaniu tej przeciwności (?!). Dodam, że moje informacje wykluczają by którykolwiek z nurków ekipy Magazynu "Nurkowanie" miał dopiero co zdobyty stopień podstawowy, co też potwierdzają słowa pana Aleksandra Ostasza o profesjonalizmie nurków zabranych na pokład Nitroxa. Szokiem dla wszystkich zgromadzonych na sali konferencyjnej było zanegowanie przeze mnie pierwszeństwa obu ekip jako jedynych Polaków zwiedzających wrak pancernika. Siedzący obok mnie mój serdeczny kolega Paweł Golik jako żywy dowód świadczył o przeprowadzanych na mieliźnie Neugrund (miejscu zalegania wraku) wielu szkolnych nurkowań w latach osiemdziesiątych, które to jako instruktor nurkowania MO LOK przeprowadzał osobiście.
Warto zadać sobie pytanie czy ów magazyn traktuje jeszcze o nurkowaniu czy już o markowaniu, tudzież wspomnianym bańkowym dmuchaniu. Być może jest to jeden z powodów zablokowania komentarzy pod filmem z wyprawy Magazynu „Nurkowanie” na serwisie ‘youtube.com’. Po tych wszystkich wydarzeniach wdzięczny jestem mojemu pierwszemu nauczycielowi nurkowania – Grzegorzowi Bernaciakowi, który angażując nas do naprawdę poważnych zadań albo uczył dystansu albo tłumił dziecinne nadymanie (z uśmiechem na ustach wspominam wskazówki o równej prędkości schodzenia na nowo odkryte wraki, tak na wszelki wypadek gdyby ktoś kiedyś chciał powiedzieć, że był „pierwszy”). Niestety niektórzy nadal są na etapie wkładania głębokościomierzy w muł dla zyskania 20 centymetrów głębokości.
Mam nadzieję, że w przyszłości poważne ekipy zaczną zachowywać się z powagą i wykażą zawodowstwem, bo jak na razie ostatnie wydarzenia są dla mnie zniesmaczające.

Piotr Szalaty
kierownik wyprawy „Sophie X” na wrak pancernika Schleswig-Holstein / 3-7 IX 2008
wiceprezes SRH WST Westerplatte

Zapisane

Blackwater
pracownik cywilny niewykwalifikowany
*
wiadomości: 13
« Odpowiedz #2 : 05 Marzec 2009 | 12:55:30 »

http://www.youtube.com/watch?v=Cpu2UOKLwOU

Zapisane
Strony: [1]
  Drukuj  
 
Skocz do:  

Powered by SMF 1.1.2 | SMF © 2006, Simple Machines LLC | Theme Design by: Xarcell