Hello !
Westerplatte.org
08 Wrzesień 2010 | 10:42:59
   Strona główna   Pomoc Szukaj Kalendarz Zaloguj się Rejestracja  

Strony: [1]
  Drukuj  
Autor Wątek: Jak Westerplatte znalazło się w polskich rękach...  (Przeczytany 5468 razy)
widdowmaker
pracownik cywilny niewykwalifikowany
*
wiadomości: 8
« : 31 Maj 2006 | 06:30:16 »

No to on redaktora www.iirp.prv.pl taki mały element do Waszego forum
"Wolne Miasto" Mieczysław Jałowiecki - śpieszę wyjaśnić, że to ta postać
zarządzała przyjmowaniem z ramienia Polski w latach 1918-1920 pomocą Hoovera oraz dostawami
broni w Gdańsku. Książka wymieniona to jego wspomnienia. Co mnie samego zaskoczyło,
wspomina on następujące fakty.

Jest 1920 rok - na wschodzie trwa ofensywa polska.

"Niemcy w Gdańsku poczuli się na tyle niepewnie, że zaczęli wyprzedawać nieruchomości. Cena na nie spadła tak dalece, że można było wziąść Gdańsk gołymi rękami. Uznałem, że chwila jest odpowiednia, aby wykupić co można i faktem posiadanianieruchomości nie tylko utrwalić pozycję Polski w Gdański, ale i mieć pomieszczenia na własne biura, własne składy.
    Zmierzyłem się z tą myślą Wańkowiczowi i admirałowi (Widd: Borowskiemu). Postanowiliśmy zasięgnąć rady mecenasa Bilewicza, który przyznał mi rację i mając już precedens z holownikami, obiecał
przygotować wszystko do ewentualnej transakcji, oczywiście na moje imię i moją odpowiedzialność. Był to z mojej strony krok
bardzo yzykowny i było to moja osobista inicjatywa. Aby nie działać arbitralnie powołałem tajną komisję, w skład której weszli admirał Borowski, Witold Wańkowicz oraz przedstawiciele Rady Ludowej: dr Kręcki, dr Kierski, dr Kubacz, p. Łęgowski, p. Leszczyński. Rada Ludowa
poleciła mi paru Kaszubów, wytrawnych agentów nieruchomościami, ktorych obowiązkiem było wyszukanie odpowiednich obiektów.
    Czas naglił. Ten spadek cen nie mógł trwać długo. Od Harveya dowiedziałem się, że pojwaili się już w Gdańsku agenci londyńscy zainteresowani skupowaniem posesji. Wykonując równocześnie zadania dla potrzeb Sztabu Generalnego, odkryłem ze zdumieniem, ze i agenci
bolszewiccy kręcą sie koło zakupu terenów u wejścia do portu. Sprawa ta na dobre zaczęłamnie niepokoić.
     Przy ujściu Martwej Wisły (Tote Weichsel) do morza znajduje sie wąski półwysep, coś na kształt języka zwany Westerplatte. Kto ma Westerplatte, ten panuje nad wejściem do portu gdańskiego. Rząd niemiecki z niezrozumiałych dla mnie podowód nie przywiązywał większej wagi do strategicznego znaczenia Westerplatte. Był tam
dobrze urządzony kurort nadmorski z obszernym, ładnie rozplanowanym parkiem, kilka willi i Kurhaus. Na samym ostrzu cypla mieściły się co prawda jakieś dawne forty, ale cały teren był w rękach prywatnych.
     Ciągnęło mnie stale na Westerplatte, spędziłem tam niejeden dzień, a nawet parę razy zanocowałem w Kurhausie. Przez naszych agentów starałem się wybadać sytuację i poczynić kroki do nabycia tego terenu, ale właściciel Niemiec nie okazywał chęci do sprzedaży, milczał dyskretnie, jak mówią po myśliwsku: <<nie puszczał farby>>.  Zaniepokojony zainteresowaniem bolszewików tym obiektem niezwłocznie pojechałem do Warszawy. w Warszawie przedstawiłem sprawę zakupu obiektów ministrowi Minkiewiczowi, dyrektorowi Lachertowi, wreszcie w towarzystwie Minkiewicza byłem u premiera.
     Niespodziewanie moja inicjatywa była przyjęta nad wyraz przychylnie. Brakowało jednego - pieniedzy. Chociaż dyr. Lachert obiecał udzielić mi pożyczki na pierwsze potrzeby, ale była to kropla w morzu.
     Minkiewicz, nad wyraz dobrze usposobiony do całej sprawy, wręcz mi powiedział:
- Niech pan sam postara sie na własną odpowiedzialność o pieniądze. Na tej trnsakcji pan nie straci, bo z chwilą objęcia przez Rzeczpospolitą prawnego statusu w Gdański, rząd zwróci panu pieniądze i
przejmie nieruchomości po tej cenie co pan zapłacił.(...)(Widd: tu fragment o tym, jak pojechał do Poznania do Banku Spółek Zarobkowych. Ten udzielił mu kredytu. Klazuzula umowna stwierdzała, że jeśli RP nie przejmie nieruchomości w ciągu 2 tygodni od uzyskania
prawnego statusu w Gdańsku, to Bank przejmie nieruchomości).
    W niedługim czasie nabyliśmy znaczną ilość obiektów przy Ujściu Wisły, składy koło Weichsel Bahnhof, stocznię położoną w rozwidleniu Wisły z Motławą, kilka starych spichlerzy naprzeciw historycznego Krantoru nad Motławą i wreszcie teren Westerplatte.
   Dopiero pod koniec sierpnia 1919 roku doniesiono mi, że właściciel tego obiektu zaczął się wahać i że gotów był sprzedać Westerplatte, ale jedynie w ręce niemieckie. Wobec tego trzeba było znaleźć wśród Kaszubów (Widd: pracowali dla Jałowieckiego przy rozładunku)
osobę o niemieckim nazwisku, która za dosyć pokaźną opłatą zgodzi się zawrzeć transakcję na swoje imię, zobowiązując mnie jako nabywcy pochodzenia bałtyckiego (Widd: Jałowiecki urodził się na Litwie).
   Przeprowadzeniem całej transakcji zajął sie mecenas Bielewicz. Był piękny poranek wczesnej kaszubskiej jesieni, gdym w kancelarii mecenasa Bilewicza podpisał na moje imię akt kupna Westerplatte. Składając ten podis uczułem ogromną ulgę, bo na nabyciu tego obiektu najbardziej mi zależało. Mecenas Bilewicz poczestował mnie doskonałym cygarem, których był znawcą, po czym motorówką pojechaliśmy na nabyte tereny. Ze względu na ich strategiczne położenie minister skarbu Władysław Grabski okazał w tym przypadku hojną rękę i po mojej z nim rozmowie telefonicznej przekazał natychmiast należną sumę, tak że nawet nie musiałem prosić o pomoc Banku Spółek Zarobkowych (Widd:Jałowiecki zadłużał się osobiście, żeby zakupić obiekty potrzebne do
pracy placówki, w tym spichlerze).
     Naturalnie nie obeszło się bez oblewania tego doniosłego faktu. Zaprosiłem zainteresowanych przyjaciół do Ratskelleru, gdzie aż do późnej nocy spędziliśmy czas w przyjaznej i miłej atmosferze. Mój przyjaciel Lautenbacher maitre d'hotel Ratskelleru wystąpił w całej wspaniałości zaspokajając gusty osób tak wybrednych, jak mec.Bilewicz. Lautenbacher wydobył z piwnicy co miał najlepszego, był więc chambertin rocznik 1895, było wspaniałe reńskie rauenthal.
      Gdy sprzatnięto ze stołu i podano czarną kawę, papierosy, koniak i likiery, Lautenbacher z miną uroczystą wniósł osobiście na tacy karafke z bursztynowym płynemi specjalne, małe, przysadziste, ze rżniętego szkła kieliszki gdańskie.(...)(Widd: tu trochę dalej o trunkach:).
       Nazajutrz wysłałem zaszyfrowany telegram do Komendanta Piłsudskiego, premiera Paderewskiego i ministra Minkiewicza, donoszac o fakcie kupna tego ważnego obiektu.
       Niedługo potem udało mi się kupić drugą ważną posesję portu gdańskiego, a mianowicie cypel wytworzony przy zlewisku Motławy do Martwej Wisły. Cypel ten nosił historyczną nazwę Polnisch Haken. Znajdowała się tam niewielka, ale dobrze wyposażona stocznia, bo
już drugiego dnia podpisywałem u rejenta Bilewicza kontrakt na nabycie tego cypla.(...)
        Musze oddać sprawiedliwość i wyrazić głęboką wdzięczność kaziowi Krzyżanowskiemu, który tak świetnie zorganizował i poprowadził nasze biuro techniczne i prowadził zakup nieruchomości z buchalteryjną dokładnością, że nasłani z Warszawy, w czasie sejmowej nagonki na mnie, urzednicy z Izby Kontroli nie mogli znaleźć żadnego uchybienia."


Dalej historię już znacie. Dodam od siebie, że Mieczysław Jałowiecki, nazywał się Pierejesławski - Jałowiecki. Urodził się w 1876 roku w Rostowie nad Donem. Ukończył  studia rolnicze, mając tu także doktorat. Pracował w administracji carskiej do 1917 roku, m.in
jako dyplomata. Był też oficerem kawalerii carskiej. Po epizodzie jako przedstawiciel rządu RP w Gdańsku osiadł w Kaliszu. Podczas II wojny znalazł się w Anglii, gdzie osiadł na stałe i zmarł  w 1963 roku. Jako ciekawostkę dodam, że oczywiście był spokrewniony z rodem Pierejesławskich, co  w Rosji otwierało mu wiele drzwi. Do tego był blisko spokrewniony z Noblem i otrzymywał rentę od towarzystwa noblowskiego za osiągnęcia krewnego (w Angli się z niej utrzymywał w czasie II wojny).
W Szkocji był spokrewniony chyba z McCormickami i to przez niego polskie oddziały na Zachodzie do ataku szły przy dzwięku kobzy, a na uroczystościach byli często kobziarze. 3 tomy wspomnień wydał w 2002 roku jego syn.

Mam nadzieje, że fragment się przyda Wam i zapraszam na www.iirp.prv.pl Uśmiech

Zapisane
KZ
Global Moderator
kadra zawodowa
*****
wiadomości: 406
« Odpowiedz #1 : 31 Maj 2006 | 19:58:06 »

Dzięki, że zadałes sobie trud wklejenia fragmentu Jałowieckiego. "Wolne Miasto", jak i pozostałe tony wspomnień Jałowieckiego przeszły w zasadzie bez echa, a szkoda. Jedynie "Najwyzszy Czas" zamieścił swego czasu recenzję, gdzieś to mam w czeluściach mojego dysku.
Warto dodać, że Witold Wańkowicz, o którym mowa, był bratem słynnego Melchiora, a Mieczysław Jałowiecki był spokrewniony z Wańkowiczami.
Cała sprawa nabycia Westerplatte brzmi sensacyjnie.

We wrześniu zwiedzając wartownię nr 1 spytałem się dziadka, który tam siedzi, czy wie kto kupił W-tte po pierwszej wojnie światowej? Zrobił wielkie oczy, jeszcze wieksze jak mu powiedziałem kto. Potem wściekły wybuchnął, że to bzdury i że pełno teraz takich jak ja łazi, co im się wydaje, że np. Dąbrowski dowodził i inne takie... Uśmiech
Pozdr.KZ

PS.  Stronka http://www.iirp.prv.pl/  bardzo wartościowa. Super "Wydział Prawny". Ciekawie też się zapowiada "Biuro propagandy". Materiały dotyczące uzbrojenia - kawał dobrej roboty, chylę czoła!

Zapisane
wachmistrz
Global Moderator
kadra zawodowa
*****
wiadomości: 485
« Odpowiedz #2 : 31 Maj 2006 | 20:48:59 »

Ano ano. Skorzystałem czas jakiś temu z ksiązki Jałowieckiego pisząc swoją ksiązkę.
Cytowany fragment zaczyna się od 81 strony. Zarówno przed, jak i dalej ksiązka jest bardzo ciekawa.
Kto chce niech jej szuka (warto):

"Wolne Miasto"
Mieczysław Jałowiecki
Wyd. Czytelnik, Warszawa 2002.

Zapisane

widdowmaker
pracownik cywilny niewykwalifikowany
*
wiadomości: 8
« Odpowiedz #3 : 31 Maj 2006 | 21:35:59 »

Do tego warto dorzucić dwa dodatkowe tomy:
- "Requiem dla ziemiaństwa" o pobycie w Kaliszu do 1939 roku

oraz ten I o młodości w Rosji.

"Wolne Miasto" jest jednak najlepsze. Mnóstwo charakterów opisał postaci z książek historcznych Uśmiech

Zapisane
widdowmaker
pracownik cywilny niewykwalifikowany
*
wiadomości: 8
« Odpowiedz #4 : 01 Czerwiec 2006 | 05:07:40 »

Chyba był też spowinowacony z Piłsudskim. Gdzies to wyjaśniał. Dalekie spowinowacenie było też z Minkiewiczem.

A oto inne ciekawe fragmenty:)

Strona 88
"Na kotwiczysku stało sześć szarych, wielkich ośmiotysięczników, czekających na wejscie do portu. Na tle niebieskiego nieba dymiły kominy stojących pod para statków. Western Chef, Western King, Western Queen, Western Princess, Western Dryad, Western Mermaid. Skóra cierpła mi na myśl, co byśmy zrobili bez zakupionych magazynów.
 Już nazajutrz ładowaliśmy zboże, zsypane na ziemię do berlinek, które niezwłocznie odplywały Motławą do Gdańska. Ten korowód trwał pare dni, zanim oczyściliśmy nadbrzeże. Dzwinie czasem sie składa historia. Do tych samych Kazimierzowskich spichrzy jeszcze nie tak dawno wyładowywano szkuty płynące z Polski z przenica sandomierską czy kujawską, a teraz magazynoano w nich zboże dla Polski, płynące przez ocean z dalekiej Ameryki"

S.90
"Majora Webba zastąpił komandor Hanrahn, Irlandczyk z pochodzenia, który jednocześnie miał pełnić funkcje attache morskiego przy poselstwie Stanów Zjednoczonych. Był to elegancki, zawodowy oficer marynarki wojennej USA, późniejszy admirał, którego wyznaczenie było kurtuazją dla Polski ze strony USA. Hanrahan był w czasie wojny dowódcą eskadry kontrtorpedowców i miał za sobą chlubną kartę, zatapiajac na Atlantyku kilka niemieckich łodzi podwodnych i jeden pancernik"

Niezły jest też fragment, jak Jałowiecki postawił sie Hanharanowi, nie chcąc mu usługiwać od początku i celują do siebie z pistoletów w biurze Uśmiech Prawie się pozabijali.

Zapisane
Piotr_Dąb
załoga stała
*****
wiadomości: 118
« Odpowiedz #5 : 05 Kwiecień 2009 | 13:20:54 »

Polska Dziennik Bałtycki
3 kwietnia 2009 rok

Skąd mamy swoje Westerplatte

Być może Jan Paweł II nie wypowiedziałby słynnych słów: "Każdy z Was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje Westerplatte", gdyby nie Mieczysław Jałowiecki. Przedstawiamy historię człowieka, który wykupił dla Rzeczypospolitej słynny półwysep.

Gdyby nie ta transakcja prawdopodobnie zupełnie inaczej potoczyłby się początek II wojny światowej. Ale skupowanie nieruchomości dla Polski było niejako uboczną działalnością pierwszego delegata rządu RP. Mieczysława Jałowieckiego posłano do Gdańska przede wszystkim po to, by zorganizował wyładunek amerykańskiej żywności w porcie i jej transport do kraju.
Książka ze wspomnieniami Jałowieckiego z tego okresu, "Wolne miasto", była ostatnią lekturą Papieża-Polaka. Ujawniła to jego wieloletnia przyjaciółka Wanda Półtawska, czuwała przy umierającym Papieżu.

"Ojciec Święty zainteresował się tą książką napisaną świetnie, żywo i obejmującą czasy znane naszemu pokoleniu, znane osoby. Chciał tego słuchać i czytałam mu to dosłownie do końca życia. Nie zdołałam skończyć, ale zabrakło tylko jednej strony. Czytałam do środy (30 marca), potem przeszkodzili nam lekarze i nie udało mi się tej ostatniej kartki przeczytać. Był cały czas zainteresowany treścią i jakkolwiek pod koniec życia słuchał głównie tekstów modlitewnych, to jednak upominał się o dalsze czytanie o losach Gdańska. Wszystko, co dotyczyło Polski, jej historii, zawsze go interesowało" - wspomina w wydanej niedawno książce: "Beskidzkie rekolekcje. Dzieje przyjaźni ks. Karola Wojtyły z rodziną Półtawskich".

Delegat rządowy, ale tajny

Jeden z paragrafów rozejmu nakładał na Niemców obowiązek ułatwienia aliantom dostaw do Polski - dostarczenia taboru kolejowego i korzystania z urządzeń portowych. Władze Rzeszy nie zgodziły się jednak na wpuszczenie na teren Niemiec (do którego wciąż zaliczał się Gdańsk) żadnej polskiej organizacji, nawet biura przeładunkowego Ministerstwa Aprowizacji. Niemcy przystali jedynie na obecność trzech tylko Polaków i wyłącznie w charakterze członków misji amerykańskiej. Organizował ją republikański polityk Herbert Hoover, późniejszy 31 prezydent USA (1929-33). Minister aprowizacji Antoni Minkiewicz, w porozumieniu z naczelnikiem państwa Józefem Piłsudskim, 11 stycznia 1919 r. mianował Jałowieckiego delegatem ministerstwa na miasto Gdańsk. Premier Ignacy Paderewski 28 stycznia poszerzył mu obowiązki i mianował go delegatem całego rządu. Jednak do czasu zakończenia konferencji pokojowej w Wersalu nominacja była tajna i trzymana w tajemnicy przed Niemcami. W związku z tym początki misji Mieczysława Jałowieckiego w Gdańsku polegały bardziej na konspirowaniu niż oficjalnej działalności.

Litewskie trio

- Będę szczery, pańska misja jest karkołomna, więc i pańscy współpracownicy muszą być właściwi (...), na tej placówce może pan sobie łatwo kark skręcić - przestrzegał Jałowieckiego minister aprowizacji Antoni Minkiewicz.

Jeszcze dobitniej ujął to naczelnik państwa Józef Piłsudski, prywatnie wujek Jałowieckiego.
- Nie dogodzisz nam - czeka cię kula w łeb. Nie dogodzisz Niemcom, dostaniesz od nich kulę, staraj się, aby ciebie jedno i drugie ominęło. To są moje instrukcje.

Jałowiecki, kniaź litewski, właściciel ziemski w majątkach Syłgudyszki i Otulany, był spokrewniony z większością rodów ziemiańskich na Wileńszczyźnie, między innymi z Wańkowiczami. Jego wujkiem był także przyszły prezydent, Gabriel Narutowicz. Z wykształcenia był rolnikiem z tytułem doktora. Znał kilka języków. Miał także doświadczenia organizacyjne, był m.in. dyrektorem oddziału Towarzystwa Braci Nobel. W czasie I wojny światowej służył w sztabie generalnym Rosji w randze pułkownika.

Świadomy trudności czekających go zadań misji, postanowił poszukać odpowiednich współpracowników. Trochę dopomógł mu w tym przypadek. W Hotelu Europejskim, gdzie Jałowiecki się zatrzymał, natknął się na Witolda Wańkowicza ze Szczypian, brata słynnego Melchiora. Ukończył on wydział rolny na uniwersytecie w Cambridge, był zaręczony z kuzynką Jałowieckiego Jolantą Romerówną. Wańkowicz zgodził się pojechać do Gdańska. W tymże hotelu Jałowiecki spotkał generała marynarki Michała Borowskiego - miał morskie wykształcenie, praktykę morską i znał języki. Uznał, że lepszego kandydata nie mógł trafić.

Dziki Zachód pod Malborkiem

Gdy Jałowiecki wraz ze współpracownikami przyjechał 30 stycznia 1919 r. do Gdańska, w mieście panował niemiecki terror. A pod oknami hotelu Danziger Hof, gdzie mieszkała delegacja amerykańska z Polakami, odbywały się wrogie demonstracje. Przedstawiciele Rady Ludowej, polscy gdańszczanie: dr Wybicki, dr Kierski i dr Kręcki, w obawie przed aresztowaniami ukrywali się, nie nocując w domach. Jałowiecki spotkał się z Kręckim, który był w stałym kontakcie z ludnością kaszubską, by ten pomógł mu w zwerbowaniu personelu portowego i biurowego. Kręcki polecił też Garlickiego - Kaszubę, fachowca, który szkolił kontrolerów w porcie. Wcześniej pracował w portach w Bremie, Hamburgu i Szczecinie.

Jałowieckiemu udało się także obłaskawić wrogość burmistrza Heinricha Sahma i mieszkańców Gdańska. Podczas poufnej kolacji z burmistrzem polski delegat obiecał przydzielić ludności gdańska część artykułów żywnościowych, pod warunkiem że napisze o tym miejscowa prasa. I rzeczywiście, po artykule w dzienniku "Danziger Zeitung" odbyła się demonstracja, ale przyjazna.

Mimo pierwszych sukcesów w ułożeniu relacji z Niemcami, Jałowiecki zachował przezorność i osobiście wyruszył do Warszawy z pierwszym transportem mąki. Okazało się, że była to bardzo niebezpieczna podróż.

"Gdy ruszyliśmy po dłuższym postoju w Tczewie i odjechali jakieś kilkanaście kilometrów, zauważyłem, że pociąg nasz zwolnił bieg. Nie zwróciłbym na to uwagi, gdyby nie niemieccy kolejarze, którzy nic nie mówiąc zaczęli zeskakiwać z brankardu. Zostałem sam. Pociąg prawie stawał. Właśnie była to chwila, kiedy maszynista i palacz sami zbierali się do zeskoczenia. Nie było czasu do stracenia. Wyjąłem z kieszeni brauning.

- Los - zawołałem, chwytając za dźwignię regulatora - zostać na miejscu, bo będę strzelał.
Maszynista się cofnął. Trzymałem nadal rączkę regulatora, zanim parowóz nie nabrał pędu.
Na tle bieli śniegu zobaczyłem postacie koło toru kolejowego. Po chwili rozległ się z końca pociągu wybuch i trzask. Trzymałem rewolwer skierowany to na maszynistę, to na palacza, który pospiesznie dosypywał węgla do paleniska".

O incydencie Jałowiecki zaalarmował niemieckie władze, a w Malborku wymusił spisanie protokołu o uszkodzonych workach. W efekcie po długich targach Niemcy wypłacili Amerykanom odszkodowania, dalsze napady na pociągi się nie powtórzyły.

Oprócz transportów żywności do gdańskiego portu przypływały transporty sanitarne, a później materiały woskowe.

Chrapka na kurort

Po pierwszej wojnie światowej półwysep Westerplatte był kurortem nadmorskim z parkiem, paroma willami i domem kuracyjnym z restauracją. Jałowieckiego ciągnęło na ten półwysep, spędzał tam wolne chwile. Ale nieruchomość wpadła mu w oko bynajmniej nie z powodu uzdrowiskowych, czy turystycznych walorów. Wąski półwysep przy ujściu Martwej Wisły do morza zainteresował go z powodów strategicznych.

"Kto ma Westerplatte, ten panuje nad wejściem do portu gdańskiego" - napisał.
W 1919 roku Gdańsk nie miał jeszcze statusu prawnego. Uzyskał go dopiero po 15 listopada 1920 r. na mocy traktatu wersalskiego. Niemcy czuli się niepewnie i zaczęli sprzedawać nieruchomości. Ich cena spadała. Jałowiecki uznał, że ten spadek nie będzie trwał długo. Ponadto nabywaniem nieruchomości w Gdańsku zainteresowali się agenci angielscy i bolszewiccy.

"Przez naszych agentów starałem się wybadać sytuację i poczynić kroki do nabycia tego terenu (Westerplatte), ale właściciel Niemiec nie okazywał chęci sprzedaży, milczał dyskretnie. Zaniepokojony zainteresowaniem bolszewików tym obiektem niezwłocznie pojechałem do Warszawy" - wspomina Jałowiecki.

Sprawę zakupów przedstawił ministrowi Antoniemu Minkiewiczowi i premierowi Ignacemu Paderewskiemu. Wszyscy przyklasnęli tej inicjatywie, tylko brakowało pieniędzy. Minister Minkiewicz, chociaż bardzo przychylny zakupowi nieruchomości, polecił jedynie:

- Niech pan sam postara się na własną odpowiedzialność o pieniądze. Na tej transakcji pan nie straci, bo z chwilą objęcia przez Rzeczpospolitą prawnego statusu w Gdańsku, rząd zwróci panu pieniądze i przejmie nieruchomości po tej cenie, co pan zapłacił.

"Dopiero potem uderzał do głowy"

Po bezsennej nocy Jałowiecki razem z inżynierem architektem Kazimierzem Krzyżanowskim, który przyjechał z Wilna do Warszawy, pojechał do dyrektora Banku Spółek Zarobkowych w Poznaniu, Englicha i księdza prałata Adamskiego. Przyjęli jego projekt entuzjastycznie. Kredytu miał udzielać gdański oddział banku. Ustalono, że nieruchomości powinny być nabywane na nazwisko Jałowieckiego. Specjalna klauzula określała warunki przejęcia nabytych nieruchomości przez rząd Rzeczypospolitej. I tak w razie odmowy przejęcia nieruchomości przez rząd w terminie dwóch tygodni od uzyskania przez rząd polski statusu prawnego w Gdańsku, nieruchomości przeszłyby na własność Banku Spółek Zarobkowych w Poznaniu.

Architekt Krzyżanowski zorganizował biuro, które zajęło się się rejestrem i zakupem nieruchomości. Agenci donieśli Jałowieckiemu, że właściciel Westerplatte zaczął się wahać i gotów sprzedać nieruchomość, ale był warunek: nabywcą będzie Niemiec. Znaleziono Kaszubę o niemieckim nazwisku, który za pokaźną opłatą zgodził się kupić nieruchomość na swoje nazwisko i po paru dniach odsprzedać Jałowieckiemu. Przeprowadzeniem całej transakcji zajął się mecenas Bielewicz.

"Był piękny poranek wczesnej kaszubskiej jesieni, gdym w kancelarii mecenasa Bielewicza podpisał na moje imię akt kupna Westerplatte" - opisał to niezwykłe wydarzenie Jałowiecki.

Zakup uczczono uroczystą kolacją, zwieńczoną toastem wzniesionym trunkiem o nazwie "Bursztyn Gdański".

"Miał dziwny, tajemniczy smak, coś co pachniało jednocześnie winem, kwiatem lipowym, miodem i starą Hanzą, był przy tym łagodny; dopiero potem uderzał do głowy".

Dzięki Jałowieckiemu nabyto także m.in. obiekty przy ujściu Wisły, składy koło Weichsel Bahnhof, stocznię położoną w rozwidleniu Wisły z Motławą, kilka starych spichlerzy naprzeciwko historycznego Żurawia nad Motławą.

Pokąsany po łydkach

Niekonwencjonalna i często ryzykowna, aczkolwiek niezwykle korzystna dla odradzającego się państwa polskiego działalność Jałowieckiego wzbudzała kontrowersje wśród warszawskich polityków, szczególnie socjalistów. Pisano na niego donosy, wytykano mu rodzinne powiązania. Mimo że kontrole nie wykazały żadnych uchybień, socjaliści nie ustawali - jak to określił - "w kąsaniu znienacka po łydkach". W efekcie pierwszym oficjalnym komisarzem generalnym RP w Wolnym Mieście Gdańsku został Maciej Biesiadecki, starosta z Bielska- Białej. Jałowiecki musiał zadowolić się funkcją jego zastępcy. Trudno mu jednak było pogodzić się z uległością swojego szefa wobec komisarza Ligi Narodów i Niemców. Dymisję złożył pod koniec roku 1920 i zamieszkał w majątku swojej żony pod Kaliszem.

Wanda Półtawska nie zdążyła przeczytać Papieżowi ostatniej kartki gdańskich wspomnień Jałowieckiego. Opisuje tam swoją rozmowę z socjalistycznym wicepremierem Ignacym Daszyńskim, już po złożeniu dymisji. Zły na wicepremiera za nasyłanie na niego "szpicli", wygarnia mu, co o nim myśli:
"Zawsze podziwiałem pańską zręczność, z jaką pan jadąc na wiec robotniczy, rozparty w pierwszej klasie, potrafił podjeżdżając do miejsca, gdzie miał się odbyć wiec, przeskoczyć w porę do wagonu trzeciej klasy, wciągnąć na głowę zapasowy, spłowiały kapelusz i występować jako proletariusz i obrońca ludu".

Historyk Zbigniew Machaliński w V tomie "Studiów Gdańskich" wysoko ocenia działalność pierwszego, "tajnego" komisarza rządu RP: "Ekipa litewska Mieczysława Jałowieckiego działająca w latach 1919-1920, on sam zaś w szczególności, wykazała wielką ofiarność, patriotyzm w walce o przyczółek polski nad Bałtykiem (...). Byli oni autentycznymi pionierami w walce o polski Gdańsk, po zakończeniu pierwszej wojny światowej".


Barbara Madajczyk- Krasowska  -  POLSKA Dziennik Bałtycki

http://gdansk.naszemiasto.pl/wydarzenia/982751.html

Zapisane
wachmistrz
Global Moderator
kadra zawodowa
*****
wiadomości: 485
« Odpowiedz #6 : 05 Kwiecień 2009 | 19:08:05 »

Ano ano. Skorzystałem czas jakiś temu z ksiązki Jałowieckiego pisząc swoją ksiązkę.

Uff, to już trzeci rok mija odkąd napisałem ten post Uśmiech
Jeszcze troszkę cierpliwości i zainteresowani będą mogli dowiedzieć się więcej szczegółów (nie tylko o działaniach Jałowieckiego) z mojej książki.


Zapisane

Piotr_Dąb
załoga stała
*****
wiadomości: 118
« Odpowiedz #7 : 05 Kwiecień 2009 | 22:12:28 »

Czekamy Mariusz, czekamy Uśmiech

Zapisane
muchabzz
Newbie
*
wiadomości: 1
« Odpowiedz #8 : 19 Wrzesień 2009 | 16:51:06 »

sporo bledow w tym co piszecie o jalowieckim, wyglada na to ze ktos te ksiazki czytal po lebkach
jalowiecki nie byl spokrewniony z noblami a prowadzil z nimi interesy. w zwiazku z tym, ze w tamtych czasach interesy prowadzilo sie czesto na zupelnie innych zasadach - dzentelmenskich. Witold wankowicz podczas 1 wojny ozenil sie z marietta swoja daleka krewna tez zreszta wankowicz (ziele na kraterze) wiec w 1920 roku nie mogl byc zarzeczony z kims innym. o ile dobrze pamietam to tol wankowicz w tym czasie objal majatek w poznanskim. Pilsudzki nie byl jego wujkiem a dalekim krewnym o ktrego istnieniu dowiezial sie dopiero po akcji w bezdanach co zreszta on sam opisuje w jednej z jego ksiazek.Jesli dobrze sie wczytac w ksiazke to mozna z pewna doza sporego prawdopodobienstwa zalozyc ze jalowiecki pracowal w wywiadzie angielskim. Jak sie to mialo do jego pracy w gdansku tego nie wiem. Ogolnie jego wspomnienia sa naprawde fascynujace i sprawily, ze zainteresowalem sie bardzo ta postacia (facet mial jaja) i czasami ,w ktorych zyl. planuje rowniez wyjazd do sylgudyszek. rownie ciekawa osoba byl jego ojciec i szwagier zukowski. obydwaj poslowie do dumy z ramienia kola polskiego.
w zwiazku ze swoja dzialanloscia w gdansku jaowiecki byl czesto oskarzany przez opozycje o lapowkarstwo i lewizny. nic mu jenka nie udowodniono. jego syn zginal w obozie a jego wnuk mieszka australii. rozmawialem z nim ...mieszane uczucia......

pozdr

Zapisane
KZ
Global Moderator
kadra zawodowa
*****
wiadomości: 406
« Odpowiedz #9 : 20 Wrzesień 2009 | 16:43:48 »

sporo bledow w tym co piszecie o jalowieckim

Ale to nie my piszemy, tylko Polska - Dziennik Bałtycki.

Proszę sprawdzić, jak Jałowiecki został opisany w książce "Westerplatte. 1939. Prawdziwa historia".

Pozdr.

Zapisane
Strony: [1]
  Drukuj  
 
Skocz do:  

Powered by SMF 1.1.2 | SMF © 2006, Simple Machines LLC | Theme Design by: Xarcell